RSS
 

Notki z tagiem ‘duchowość’

Luminaty 2016 i Lammas 2016 oraz ja – powiązana relacja

09 sie

Magiczny tydzień.
Związanie się z ludźmi, powstające przyjaźnie, wzmocnienie relacji, magia odczuwalna każdą komórką ciała.
Intensywne przeżycia duchowe, emocjonalne, psychiczne i społeczne.
Zmienianie rzeczywistości niemal namacalnie, niemal od razu, niemal błyskawicznie.

Najpierw Lammas… We Wrocławiu. Mały 4-osobowy obrzęd odcinania tego, co niepotrzebne. Otwartość na siebie nawzajem, szczerość w relacjach. Podtrzymywanie na duchu, trzymanie przestrzeni. Większa pewność siebie, radzenie sobie z emocjami, dostrzeganie ich, nazywanie ich, usuwanie niepotrzebnych. Świadomość w istnieniu samym ze sobą. Świadomość korelacji z innymi ludźmi.

Potem Luminaty… Przyjazd we wtorek do magicznego miejsca niedaleko Wrocławia – Farma Martynika w Jaroszówce. Spotkanie ze wszystkimi, powroty, natychmiastowe wzmocnienie relacji, poznanie nowych osób, wzmocnienie przyjaźni i wzmocnienie miłości. Początek intensywnej nauki trwającej aż do niedzieli i zarazem początek trwającej tyle samo czasu imprezy.

Środa – Dzień Wiccański. Wykłady o tym, czym naprawdę jest Wicca, wyjaśnienie terminu energii seksualnej, oswojenie ludzi z własnym ciałem. Możliwość zrobienia własnych kadzideł, dostrzeżenie tego, co każdemu z nas najbardziej jest potrzebne. Pathworking umożliwiający każdemu, jakie są jego Zwierzęta Stron Świata oraz spotkanie z tym, co jest nam potrzebne w realizacji swojej własnej intencji. Rytuał… Ludzie dotykali własnego ja, spotykali się z bolesnym dla nich miejscem wewnątrz siebie, usuwali ze swojego życia to, co niepotrzebne. Energia tańca pomogła ludziom dać się ponieść, emocje były tak wielkie, że niektórzy płakali. Wszyscy dali z siebie wszystko i otrzymali w zamian jeszcze więcej. Dla Nas było to wzmocnienie relacji jeszcze bardziej. Jeszcze mocniejsze przeżycia. Jeszcze większe przywiązanie. Stado.

Czwartek – Dzień Asatryjski i moje urodziny :) Dziękuję za obudzenie mnie piosenką ‚Sto lat’, dziękuję za zaśpiewanie jej jeszcze raz rano przy ognisku, dziękuję za dwa magiczne prezenty oraz dziękuję za inne prezenty w postaci butelek z wodą mineralną, bo tego dnia były mi bardzo potrzebne… ;) Wykłady o tym, że Asatru to niewłaściwa nazwa, właściwą jest Stara Wiara, ale w Polsce przyjęła się nazwa Asatru i tak zostanie. Wykłady o współczesnym Asatru, jej historii, jej obecności na co dzień w państwach nordyckich, jej powszechności. Spotkanie z muzyką w rytuałach, śpiewy oczyszczające własne wnętrza i stare oraz nowe rany, pozwolenie innym wejść we własną przestrzeń, pozwolenie innym wyczuć, co nas boli, dopuścić do siebie tak blisko i zaufać, że pomogą nam się tego pozbyć. Runy, rytuał… Podziękowanie Bogom za miniony rok. Asatru jest twarde. Tam się nie prosi. Tam się dziękuje i bierze sprawy we własne ręce. W nocy niektórzy dali się ponieść energii i tańczyli przy ognisku, nie do końca będąc odzianym ;) Dla Nas ten dzień był boleśniejszy niż poprzedni, jeszcze bardziej prawdziwy, jeszcze bardziej zderzający nas samych z tym, co siedzi w naszych wnętrzach.

Piątek – Dzień Rodzimowierczy, Słowiański. Magia drzew. Wykłady o tym, czym dokładnie jest Rodzimowierstwo. Wykłady o Bogach, uświadomienie ludziom, że historia Polski zaczęła się dużo wcześniej niż w 966r., że mamy dane na temat terenów obecnej Polski z XVIIIw. przed naszą erą. Wyczucie energii drzew, pomoc drzewom, pomoc Puszczy Białowieskiej, pomoc Zielonym Duchom. W nocy kobietki i mężczyźni dali ponieść się energii i zrobili sobie kręgi kobiece i kręgi męskie :) Kobiety otworzyły się przed sobą, pomogły sobie nawzajem skutecznie pozbyć się wszelkich kompleksów związanych z ciałem, uświadomiły sobie własne piękno i na wesoło spędzały czas z piwem, miodem, winem przy ognisku, a panowie… Rozmawiali o tym, co najbardziej pierwotne i urządzali sobie questy wzmacniające zajebistość ;) Dla Nas był to bolesny dzień… Który był potrzebny. Który sprawił, że nasze relacje zostały jeszcze bardziej wzmocnione.

Sobota – Dzień Chaocki. Najzabawniejszy :) Wyjaśnienie, czym jest Magia Chaosu. ‚Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone’ oraz ‚Miłość jest prawem, miłość podług woli’ najbardziej podsumowują te wykłady. Jeśli Twoją wolą jest krzywdzenie innych, oznacza to, że nie jest to Twoja prawdziwa wola. Ale też wzięcie odpowiedzialności za własne emocje. W pełni zrozumienie, że każdy jest odpowiedzialny za swoje emocje, i tylko i wyłącznie swoje. Aby je zrozumieć, trzeba najpierw je w pełni przeżyć, spotkać, nazwać. Nie oznacza to jednak, że możemy chodzić i krzywdzić innych, bo – ‚Miłość jest prawem, miłość podług woli’ ;) Tworzenie rytuałów mających przyciągnąć cztery potrzebne nam rzeczy, improwizowanie, makarena, zajebistość ludzi. Cudnie. A wieczorem trans… Intencja spotkania z tym, co dla każdego z uczestników Luminatów było najbardziej ważne. Ogromne emocje, rozwianie złudzeń, wyjaśnienie wątpliwości. Dla Nas był to dzień oczyszczający i jeszcze bardziej wiążący nas ze wszystkim.

Niedziela – koniec Luminatów… Dzień, który dał mi ogromną wdzięczność do Moich Ludzi. Moje stado się poszerzyło :)

Miejsce położone pośrodku niczego, na kompletnym końcu świata stało się dla mnie miejscem magicznym. Runy na ścianach, odczuwalna duchowość, dobra energia i pogańskość tego miejsca daje niesamowitą mieszankę. Pies Weles, Misza i Abra zwana Parówką (nie bez przyczyny), ogromnie kochane dla ludzi po sobotnim transie oraz dwa koty, mruczące i oczyszczające przestrzeń. Trzech Gospodarzy tego Miejsca, czuwających nad wszystkimi z osobna – Marta, jej Mama i Matek. To miejsce sprawiło, że ludzie wychodzili ze swoich skorup, ograniczeń, cienia. Luminaty dały wszystkim poznanie nowych osób, oryginalnych osobowości, wspólne śpiewy przy ognisku, wzmocnienie relacji z już znanymi osobami. Wybaczenie sobie nawzajem, zrozumienie siebie i innych.

Te przyjaźnie będą trwać… With Perfect Love & Perfect Trust. <3 )O(



 
1 komentarz

Napisane w kategorii Koło Roku, Życie

 

Wybory

09 lip

Moje życie jakoś tak zawsze układało się samo.

Studia. Niby musiałam podejmować różne wybory, ale ostatecznie zawsze brałam to ‚co zostało’. Nad kierunkiem studiów myślałam bardzo długo, ale oblałam egzaminy wstępne i musiałam pójść tam, gdzie było wolne miejsce. To był bardzo trudny kierunek, nie podołałam na drugim roku i wróciłam do rodzinnego miasta. Tam nabór na studia był dopiero w lipcu, bardzo łatwo było się dostać, i… jakoś poszło. Tym sposobem ‚jakoś poszło’ obroniłam licencjat, a za rok mam obronę magisterki. Podobają mi się te moje studia tak bardzo, że nawet mam stypendium rektorskie.

Praca? Hm… Moja Mama zawsze chciała, żebyśmy ja i moje rodzeństwo chodzili do Szkoły Muzycznej. Dzięki temu, że całe swoje życie gram na fortepianie – choć wolałam grać na skrzypcach – dostałam pracę w prywatnej Szkole Muzycznej. Nie czuję się jednak nauczycielem. Nigdy nie lubiłam dzieci, w swojej nieświadomości są takie okrutne. A jednak jestem nauczycielem, pracuję z dziećmi i bardzo lubię swoją pracę oraz te dzieciaki.  Jestem też wdzięczna mojej Mamie, że zawsze ganiała mnie do grania na fortepianie.  Nie był to jednak mój świadomy wybór. Potrzebowałam pieniędzy, złożyłam swoje pierwsze CV i… tak wyszło.

Związki? Byłam z chłopakami, którzy chcieli być ze mną. Mam za sobą dwa długie trzyletnie związki i parę mniejszych. Fakt, musiałam zdecydować, żeby być z nimi, ale to nie ja się starałam zdobyć ich serca, tylko oni moje. Bardzo nie lubię być sama, czuję się wtedy okropnie samotnie… W miłości kocham całą sobą i zawsze oddaję całe serce. I długo cierpię, gdy coś się sypie, kończy, przemija. Ale byłam z nimi dlatego, że chcieli. Nie zdobywałam uczuć, dostawałam je podane na tacy. Tak wyszło…

Długo nie mogłam się zdecydować, jeśli chodzi o duchowość, religię. Niby zawsze ciągnęło mnie do magii, ale jednak długo szukałam, próbowałam wielu rzeczy, zanim się w końcu zdecydowałam. Minęło 7 lat, zanim w końcu zdobyłam pewność, czego naprawdę chcę.

I zaczęłam trening.

I zaczęło się… W odstępie zaledwie paru tygodni popsuł mi się związek, zaczął się mną interesować inny chłopak, dostałam propozycję pracy w szkole dziennej na cały etat, dzięki czemu będę mogła odbyć staż nauczycielski, otworzyła się przede mną możliwośc wyjazdu do Stanów Zjednoczonych na cały semestr w ramach wymiany studenckiej oraz dostałam propozycję współpracy przy tworzeniu firmy. I nagle musiałam i dalej muszę podjąć mnóstwo decyzji ważących na całym moim życiu, a przynajmniej jego znacznej części. Zawsze chciałam wyjechać za granicę na dłużej, żyć tam, studiować albo pracować… Jednak nie mogę jednocześnie pracować w obu szkołach i być w USA. Nie mogę też być w dwóch związkach naraz. Ale mam już 25 lat i czas pomyśleć już nie o tak długich przygodach, a o czymś bardziej stabilnym – pieniądze same się nie zarobią. Tym bardziej, że potrzebuję ich na spłacenie mieszkania, na remont, na wyjazdy, na życie, na pasje, na samochód. I tym bardziej, że bardzo lubię pieniądze :)

Nigdy nie chciałam być w tym mieście, żyć tu. W tamtym mieście, w którym byłam przez dwa lata na studiach, było cudnie, miałam tylu znajomych, prawdziwych przyjaciół, z którymi dalej mam kontakt, mimo upływu już czterech lat. A jednak jestem tu, nie tam.

Wybory to chyba moja najtrudniejsza lekcja. Chciałabym wszystko naraz, nie musieć wybierać, co najpierw, rezygnować z czegoś, mam wtedy wrażenie, że omija mnie ponad połowa życia. To jest tak przerażające… Bo nie będzie drugiej szansy, tylko raz jestem w tym momencie. Jutro już będzie inny dzień. To nie gra, w której mogę zacząć jeszcze raz. Myślałam, że wszystko mam stabilne, poukładane, że nic mnie nie zaskoczy. Pewnie jeszcze nie raz okaże się, jak ogromnie się myliłam.

Z drugiej strony w momencie, w którym już podjęłam wybór, jeśli chodzi o moją duchowość, poczułam tak niesamowite rzeczy, które mnie czekają, że jest to nie do opisania. Ścieżka, na którą wstąpiłam, jest dla mnie bardzo trudna. Ale to, co czeka na końcu tego pragnienia, warte jest niemal wszystkiego…



 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie