RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2016

Lammas 2016

28 lip

Według wierzeń, Bóg oddaje swoje życie, aby Ziemia mogła narodzić. Dokonuje samopoświęcenia – składa z siebie ofiarę.
Jednak… Czy tylko Bóg składa ofiarę?
Przyjrzyjmy się temu uważniej – Bóg umiera, odchodzi do swojego Królestwa… Ale Bogini również cierpi. Zostaje rozdzielona z Bogiem. Wie, że po pewnym czasie się spotkają, jednak czy to umniejsza tęsknotę?

Obecnie również w moim życiu nastąpiło Lammas. Mój Chłopak i ja nie będziemy widzieć się przez miesiąc. Ja pojechałam wczoraj na zarękowiny do znajomych, potem będzie ich wesele, a następnie Luminaty, a on… obecnie załatwia papierkowe sprawy, a za trzy dni jedzie do pracy na bardzo długie dni… Powód? Bardzo prozaiczny – brak pieniędzy jest zawsze dotkliwą sprawą ;)

Składa ofiarę – między innymi po to, abyśmy mogli się urządzić w nowym mieszkaniu. Ale ja również ją składam… Spotka mnie tyle fantastycznych doświadczeń, których on nie będzie mógł być częścią. Dla mnie wspólne przeżycia łączą. Bo co innego ma łączyć, jak nie razem przeżyte chwile, ważne momenty, emocje?

Tęsknota. On będzie w pracy, ja jednak za 10 dni wracam i będę ‚sama w wielkim domu’. Tęsknota…

Spójrzmy na to, że w historii Boga i Bogini doświadczenia jednego z nich zawsze mają wpływ na to drugie. Zawsze. Bogini nie jest z zimnej skały – na pewno dotyka Ją fakt, że Bóg składa z siebie ofiarę, i że nie będą się widzieć przez długi czas. Czas II żniw, a więc radości – mnóstwo pożywienia, zboża, owoców. Ale Bóg musi się poświęcić, więc jest to radość przykryta cieniem.

A Ty? Co poświęcisz, aby zyskać coś innego? Na czym bardzo Ci zależy, co jednak mógłbyś oddać, aby dostać w zamian coś więcej?

Słońca coraz mniej…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Koło Roku

 

Szyszynka… lekceważony, unikatowy gruczoł w mózgu

19 lip

Ciekawostka – gdy moja Mama robiła mi nieraz refleksoterapeutyczne masaże na stopach, akupunkt szyszynki zawsze cholernie bolał… Spróbujcie sami. Szyszynka jest mniej więcej na środku dużego palucha – trzeba ucisnąć to miejsce najlepiej kostką między 2 a 3 paliczkiem palca wskazującego – nie mocno, a z wyczuciem, delikatnie. Uciskamy kostką, a nie opuszkiem palca dlatego, że kostka jest bardziej mała, spiczasta i konkretna – a punkt szyszynki jest tylko ciut większy od główki szpilki. Opuszek jest do tego za duży.

Jeśli znajdziecie miejsce, które będzie Was cholernie bolało od niezbyt mocnego nacisku, to znaczy, że trafiliście w szyszynkę.

Od czego szyszynka jest blokowana? Przede wszystkim od fluoru. Jego nadmiar powoduje, że wapnieje. Jednak ciekawostką jest fakt, że codzienne mycie zębów pastą zawierającą fluor już powoduje jego nadmiar. Serio, już lepiej pomyśleć nad jakimś zastępnikiem (np. sodą oczyszczoną).


https://globalneprzebudzenie.wordpress.com/2016/05/08/szyszynka-rola-w-procesie-ewolucji-swiadomosci-2/

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Medycyna i biologia

 

Książunie <3

15 lip

Kupiłam 12 książek na stronie wydawnictwa Illuminatio, dzisiaj rozpakowałam paczkę.

Trafiłam akurat na promocje, nawet 50%! Jestem przeszczęśliwa :3

Tak wygląda jedna z nich, zdjęcie wszystkich wstawię niedługo :D

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

„Modliłam się, żeby nie potrafił beze mnie żyć.”

14 lip

Skoro czas nie istnieje i zawsze jest teraźniejszość (nawet z naukowego punktu widzenia, możemy istnieć jednocześnie w przeszłości i przyszłości; innymi słowy, może istnieć równoległy wszechświat, w którym dopiero się urodziłam jako Effy, albo taki, w którym mam już 60lat), to aktualnie moja jest dość depresyjna. Paradoksalnie, uwielbiam ten stan, w którym mogę rozdrapać starą ranę i poczuć świeżą krew. Wetknąć w nią coś, nie pozwalając się jej do końca zabliźnić. To budujące, mieć stare rany. Przypominają, jak wiele przeszłam i, że z takim bagażem doświadczeń przetrwam wszystko.

W moim pierwszym poważnym 3letnim związku, w którym zrobiłabym dla Niego wszystko, kochałam do szaleństwa. Dalej kocham, dalej coś do Niego czuję. To miała być miłość na całe życie, i choć rozpadło się prawie 5 lat temu, dalej coś czuję. W moim przypadku, będzie to miłość na całe życie. Po naszym zerwaniu miałam niemal pół roku wycięte z życiorysu. Nie pamiętam, co się wtedy działo. Kochałam do szaleństwa… Ale nigdy nie chciałabym z powrotem do Niego wrócić. I nawet wtedy, byłam wdzięczna Bogom, że to się już skończyło.

To uczucie to był rollercoaster. Raz w niebie, raz w piekle. Mnóstwo razy… Bezustannie. Gdy dzisiaj komuś o tym pobieżnie opowiadam, ludzie pytają mnie: ‚czemu Ty z Nim byłaś tak długo?’. Nie rozumieją… Jak można wytłumaczyć komuś miłość? Jak ktoś to czuł, to nie pyta, jeśli nie czuł, to nie zrozumie…

Obecnie jestem w takim punkcie swojego życia, że jestem z innym Chłopakiem już troszkę ponad trzy lata. To już nie jest rollercoaster. Bardziej jak karuzela – nawet jak się wznosi, to nie tak wysoko, a jak opada, to też stopniowo. Obecnie mamy kryzys, trwa już jakieś dwa miesiące, teraz od niemal trzech tygodni jest jego najciemniejsza część. I choć jestem o wiele bardziej dojrzała niż wtedy, i o wiele bardziej spokojna, oraz wiem, że ‚na zawsze’ nieraz oznacza ‚dopóki będzie fajnie’, to jednak czasem trafi we mnie jak sztylet takie zdanie, jakie mam w tytule tej notki. I przypomina mi się… że miłość może wznieść nas do nieba, i strącić do piekła.

Wtedy coś mnie ściska za gardło, i bardzo długo nie chce puścić… I szukam kolejnych zdań i tekstów piosenek i wierszy, żeby wgnieść się w ziemię jeszcze bardziej.

 

„Chciałabym odebrać w środku nocy telefon od Ciebie i usłyszeć, że do mnie jedziesz. Tak po prostu, bez żadnego „cześć” i pytania, czy możesz przyjechać. Po prostu… „Jadę do Ciebie”.”

W wykonaniu Lany tę piosenkę uwielbiam, ale w jej – jeszcze bardziej. Inne emocje, mroczne cudo <3


 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Wybory

09 lip

Moje życie jakoś tak zawsze układało się samo.

Studia. Niby musiałam podejmować różne wybory, ale ostatecznie zawsze brałam to ‚co zostało’. Nad kierunkiem studiów myślałam bardzo długo, ale oblałam egzaminy wstępne i musiałam pójść tam, gdzie było wolne miejsce. To był bardzo trudny kierunek, nie podołałam na drugim roku i wróciłam do rodzinnego miasta. Tam nabór na studia był dopiero w lipcu, bardzo łatwo było się dostać, i… jakoś poszło. Tym sposobem ‚jakoś poszło’ obroniłam licencjat, a za rok mam obronę magisterki. Podobają mi się te moje studia tak bardzo, że nawet mam stypendium rektorskie.

Praca? Hm… Moja Mama zawsze chciała, żebyśmy ja i moje rodzeństwo chodzili do Szkoły Muzycznej. Dzięki temu, że całe swoje życie gram na fortepianie – choć wolałam grać na skrzypcach – dostałam pracę w prywatnej Szkole Muzycznej. Nie czuję się jednak nauczycielem. Nigdy nie lubiłam dzieci, w swojej nieświadomości są takie okrutne. A jednak jestem nauczycielem, pracuję z dziećmi i bardzo lubię swoją pracę oraz te dzieciaki.  Jestem też wdzięczna mojej Mamie, że zawsze ganiała mnie do grania na fortepianie.  Nie był to jednak mój świadomy wybór. Potrzebowałam pieniędzy, złożyłam swoje pierwsze CV i… tak wyszło.

Związki? Byłam z chłopakami, którzy chcieli być ze mną. Mam za sobą dwa długie trzyletnie związki i parę mniejszych. Fakt, musiałam zdecydować, żeby być z nimi, ale to nie ja się starałam zdobyć ich serca, tylko oni moje. Bardzo nie lubię być sama, czuję się wtedy okropnie samotnie… W miłości kocham całą sobą i zawsze oddaję całe serce. I długo cierpię, gdy coś się sypie, kończy, przemija. Ale byłam z nimi dlatego, że chcieli. Nie zdobywałam uczuć, dostawałam je podane na tacy. Tak wyszło…

Długo nie mogłam się zdecydować, jeśli chodzi o duchowość, religię. Niby zawsze ciągnęło mnie do magii, ale jednak długo szukałam, próbowałam wielu rzeczy, zanim się w końcu zdecydowałam. Minęło 7 lat, zanim w końcu zdobyłam pewność, czego naprawdę chcę.

I zaczęłam trening.

I zaczęło się… W odstępie zaledwie paru tygodni popsuł mi się związek, zaczął się mną interesować inny chłopak, dostałam propozycję pracy w szkole dziennej na cały etat, dzięki czemu będę mogła odbyć staż nauczycielski, otworzyła się przede mną możliwośc wyjazdu do Stanów Zjednoczonych na cały semestr w ramach wymiany studenckiej oraz dostałam propozycję współpracy przy tworzeniu firmy. I nagle musiałam i dalej muszę podjąć mnóstwo decyzji ważących na całym moim życiu, a przynajmniej jego znacznej części. Zawsze chciałam wyjechać za granicę na dłużej, żyć tam, studiować albo pracować… Jednak nie mogę jednocześnie pracować w obu szkołach i być w USA. Nie mogę też być w dwóch związkach naraz. Ale mam już 25 lat i czas pomyśleć już nie o tak długich przygodach, a o czymś bardziej stabilnym – pieniądze same się nie zarobią. Tym bardziej, że potrzebuję ich na spłacenie mieszkania, na remont, na wyjazdy, na życie, na pasje, na samochód. I tym bardziej, że bardzo lubię pieniądze :)

Nigdy nie chciałam być w tym mieście, żyć tu. W tamtym mieście, w którym byłam przez dwa lata na studiach, było cudnie, miałam tylu znajomych, prawdziwych przyjaciół, z którymi dalej mam kontakt, mimo upływu już czterech lat. A jednak jestem tu, nie tam.

Wybory to chyba moja najtrudniejsza lekcja. Chciałabym wszystko naraz, nie musieć wybierać, co najpierw, rezygnować z czegoś, mam wtedy wrażenie, że omija mnie ponad połowa życia. To jest tak przerażające… Bo nie będzie drugiej szansy, tylko raz jestem w tym momencie. Jutro już będzie inny dzień. To nie gra, w której mogę zacząć jeszcze raz. Myślałam, że wszystko mam stabilne, poukładane, że nic mnie nie zaskoczy. Pewnie jeszcze nie raz okaże się, jak ogromnie się myliłam.

Z drugiej strony w momencie, w którym już podjęłam wybór, jeśli chodzi o moją duchowość, poczułam tak niesamowite rzeczy, które mnie czekają, że jest to nie do opisania. Ścieżka, na którą wstąpiłam, jest dla mnie bardzo trudna. Ale to, co czeka na końcu tego pragnienia, warte jest niemal wszystkiego…



 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie